Smakołyki i Pyszności prosto z Kółka Gospodyń Wiejskich

Przedstawiamy nasze nowe forum. W dobre pospiechu i pędu za pieniądzem, postanowiliśmy założyć to forum na przekór wszystkiemu i wszystkich. Podajemy wam na tacy tylko najlepsze przepisy z Kółka Gospodyń Wiejskich :)

Nie jesteś zalogowany.

  • Index 
  • » PysznoÅ›ci pani Basi

Pyszności pani Basi

Wątek Odpowiedzi Wyświetlenia Ostatni post
0 150 2008-10-10 16:08:18 przez makalani96
0 128 2008-10-10 15:44:42 przez amarante
NALEÅšNIKI MOKOTOWSKIE przez doan vien
0 94 2008-10-10 15:25:32 przez doan vien
0 108 2008-10-10 09:37:25 przez razvan
WARSZAWSKA KUTIA przez ilmari16
0 81 2008-10-10 05:47:19 przez ilmari16
0 94 2008-10-10 05:22:15 przez akinsanya
0 132 2008-10-10 00:08:04 przez penrod88
0 110 2008-10-09 23:47:25 przez ulla91
RACUSZKI PUCKIE przez mosi32
0 116 2008-10-09 21:06:38 przez mosi32
SUFLET MAZOWIECKI przez hieronim
0 99 2008-10-09 19:58:47 przez hieronim
0 123 2008-10-09 16:41:08 przez akinsanya
0 119 2008-10-09 14:04:47 przez amir
SAŁATKA GROSZKOWA przez mituna97
0 89 2008-10-09 11:54:59 przez mituna97
  • Index 
  • » PysznoÅ›ci pani Basi

Stopka forum

Powered by PunBB | Site Map
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

Pozycjonowanie Białystok Kancelaria prawna Warszawa Karuzela dla koni słówka Żaluzje drewniane pozycjonowanie stron blog Systemy
» Godzinny przebój na dziś
Wrzucałem już tutaj różne długaśne kawałki, ale wydaje mi się, że dzisiaj padnie rekord. Proszę Państwa, dzisiejszy przebój, dzisiejsza piosenka trwa trochę ponad godzinę. Jeden godzinny kawałek, więc niecierpliwi fani muzyki różnej lub ci przyzwyczajeni do easy listening w czasie 3:30 niech ominą tego posta. Prezentowany numer to "Thaumogenesis" kanadyjskiego duetu Nadja, o którym już kiedyś wspominałem. "Thaumogenesis" to chyba największy kolos, jaki Aidan Baker skomponował, ale i też jeden z najlepszych, bo choć trwa godzinę, to ta godzina mija nie wiadomo kiedy. Być może robię nieładnie, wrzucając zawartość całej płyty (co poradzić na to, że Kanadyjczycy nagrali to jako jeden track?), ale jakimś usprawiedliwieniem jest fakt, że całość wyszła, jak wiekszość płyt Nadja, w bardzo limitowanym nakładzie. Pierwsze tłoczenie - 400 sztuk, drugie - 500. Nie wiem, czy była jeszcze jakaś inna edycja. Mi akurat udało się dorwać egzemplarz z drugiej serii i jest to największy biały kruk jaki mam na półce z płytami. "Thaumogenesis" to esencja stylu Nadja - czyli niewiarygodnie potężne, wielowarstwowe brzmienie, w którym przenikają się przetworzone na milion sposobów gitary i illbientowe tła; dźwiękowa, pełznąca w ślimaczym tempie magma, z której wyłaniają się naprawdę piękne, eteryczne melodie pełne łagodności i dość melancholijnego spokoju. Efekt tego kontrastu jest, że tak górnolotnie powiem, emocjonalnie niszczący. Jeśli przetrwacie całość, zwróćcie uwagę na fragment pomiędzy 31 a 36 minutą. Powieje trochę patosem, ale dla wielu osób, które słuchały tego utworu ten krótki fragment zawiera muzykę kompletną, która musi człowieka pozostawić w zupełnym osłupieniu, zgrozie i zachwycie. I ja się z tym zgadzam. Co jeszcze? Za produkcję odpowiadał, obok Bakera, James Plotkin, czyli człowiek - instytucja w świecie eksperymentalnego metalu, zaś piekną oprawę graficzną wykonał Seldon Hunt. Nadja - thaumogenesis
» Wypaść poza lokację
Kiedy budzik serwał nas dziś rano, ciężko było mi uwierzyć, podobnie jak i mojej małżonce, że słowo "rano" jest adekwatne do sytuacji, w której się znaleźliśmy, wyrwani z ciepłych objęć kołder i poduszek. Księżyc nadal bił po oczach, wokół było ciemno i choć już niebo zdążyło złapać lekko granatowy odcień, to gdyby nie zegarek, nikt by mi nie wmówił, że to nie środek nocy. To są w istocie straszne poranki, których lepiej nie doświadczać. Mają w sobie coś z przedłużenia koszmarnego snu, który być może się nie śnił, ale który z całą pewnością zaczyna się już w momencie postawienia nóg na podłodze. Wygląda się przez okno i jedyne, co można zobaczyć, to otoczona obwódką tarcza księżyca, sterylnie puste niebo, kanciaste kształty bloków, które rozciągają się w nieskończoność na kolejnych planach i strzępiaste fraktale drzew, wyrastające ze zmrożonego, na wpół wyłysiałego trawnika. Do tego parę drucianych ogrodzeń i parkingi, na których spoczywają bryły pojazdów - równie absurdalnie topornych jak cała reszta otoczenia. Ta toporność sprawia, że w takie poranki świat ma w sobie coś z lokacji w jakiejś starej grze komputerowej - wydaje się, że gdyby osobiście wnikąć w tę kanciastość i zimne tekstury, gdyby wejść pomiędzy te dekoracje, stanełoby się naprzeciw jakiejś dziwnej, wielkiej pustki, która zaczyna się w miejscach ukrytych za załomami budynków, na końcu gwałtownie skręcających korytarzy, za ścianami - czyli wszędzie tam, gdzie dekoracje nie są potrzebne. Oklepany Matrix to przy tym sielanka.