Smakołyki i Pyszności prosto z Kółka Gospodyń Wiejskich

Przedstawiamy nasze nowe forum. W dobre pospiechu i pędu za pieniądzem, postanowiliśmy założyć to forum na przekór wszystkiemu i wszystkich. Podajemy wam na tacy tylko najlepsze przepisy z Kółka Gospodyń Wiejskich :)

Nie jesteś zalogowany.

Smaczności

Forum Wątki Posty Ostatni post

Pyszności pani Bożenki

Pani Bożenka to niezła gosposia domowa, przygotowała dla nas tęgi spis swoich najlepszych przepisów kulinarnych.
534 1388 2008-10-14 17:00:42 przez ming ue

Pyszności pani Basi

Barbara, czy też Pani Basia również nie stroni od kuchni i lubi gotować. W chwilach wolnych dorzuca swoje trzy grosze na tym forum :)
235 235 2008-10-14 10:39:19 przez amarante

Smakołyki pani Krysi

Krysia lub Krystyna, jak kto woli. Wywodzi się z starego rodu kucharzy i kucharek. Jak przystało na rodzinną tradycję tak i Krystynka lubi coś upichcić
423 1051 2008-10-14 14:11:07 przez kaila19

Informacje o forum

Statystyki forum
Wszyscy użytkownicy: 56
Wszystkie wątki: 1192
Wszystkie posty: 2674
Informacje o użytkowniku
Ostatnio zarejestrowany: adisl
Użytkownicy online: 0
Goście online: 2

Stopka forum

Powered by PunBB | Site Map
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

ERP Szkolenia Nieruchomości Internetowe systemy tapety na telefon reklamowe artykuły lampy mosiężne wyposażenie spa
» Bo Bona to włoska kurwa była
Lois zwykła w swojej pracy, jako że zasuwa w administracji, otrzymywać bony. Bon w wypadku miejsca, gdzie pracuje moja szanowna małżonka to taka skromna nagroda pocieszenia dla ludzi, którzy mając bardzo wysokie kwalifikacje i umiejętności, zdecydowali się „pro publico bono” tyrać za wynagrodzenie żenująco niskie w stosunku do wymagań. Bon to także ceny punkt naszego domowego budżetu, jako że oboje nie zbijamy raczej kokosów, ale to taka osobista dygresja. Niestety, w tym roku bonów nie będzie. Przywilej ten, jeden z nielicznych które decydują o tym, że posada na państwowym może (z kiepskim rezultatem) w jakikolwiek sposób konkurować z posadą w przedsiębiorstwie prywatnym, został skasowany przez Słońce Peru. A cała sprawa zaczęła się od artykułu w Fakcie, który podniósł, swoim zwyczajem, larum. Nie widziałem wprawdzie rzeczonego artykułu (jako że Faktu do rąk, w obawie przed grzybicą, nie biorę), ale jestem w stanie sobie wyobrazić, jak mniej więcej wyglądał. Oczywiście duża czcionka, zajmująca większą część strony i zdjęcie, zostawiające na sam tekst ledwie parę szpalt. Tytuł głosił zapewne, oskarżycielskim tonem, coś w stylu „Obijają się za nasze pieniądze”. Albo „Biurwy dostają bony na święta”. Albo „Nic nie robią, ale pieniążki kasują”. Do tego parę krzykliwych haseł w typowo faktowej retoryce żądzy mordu i gotowe. Stali czytelnicy „Faktu” to na ogół półanalfabeci i imbecyle. Niestety także półanalfabeci i imbecyle mają swoje uczucia. Do szerokiego wachlarza emocji typowego czytelnika „Faktu” należą głównie takie zjawiska jak zawiść, niezadowolenie, frustracja i ogólne wkurwienie na każdego, komu jest trochę lepiej (wyobrażam sobie, że mieszkańcy bloku w „Dniu Świra” Koterskiego, odmawiający wzruszającą wieczorną modlitwę, byli bez wyjątku czytelnikami tego chujstwa). Nic zatem dziwnego, że tłuszcza została silnie podrażniona wizją pracowników biurowych, którzy nie dość, że woleli się w życiu uczyć niż tłuc kamienie, to jeszcze teraz dostają jakieś „bony”. Niedoczekanie! Jak wiedzą co światlejsi czytelnicy „Faktu”, Bona to była taka kurwa z Włoch, którą przygruchał sobie jeden król. Chodziła, nic jej się nie podobało i nie chciała wpierdalać bigosu z kaszanką. Od tego czasu każdy czytelnik „Faktu” wie, że bony są passe, proletariat mają w dupie i omijają go szerokim łukiem, za to lubią się z yntelygencją, co butem i batem dusi pana Heńka i kolegów, wskutek czego nieszczęśnik zamiast trzech Wojaków Supermocnych na kolację może wypić tylko dwa. To społeczne święte wzburzenie odbiło się jakimś echem na salonach; choć właściwie to nie tyle było echo, co lekki rezonans po pierdnięciu. I pewnie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie okazało się, że Słońce Peru bony dla administracji odstrzeliło, gdyż albo lubi się, jako Dobry Wujek Donald, pochylać nad smutkiem głupszej części społeczeństwa, albo prezentuje podobną mentalność. Jest to jakaś realizacja zasad „sprawiedliwości społecznej” – przedtem urzędnik dostawał coś fajnego, a pan Heniek był notorycznie wkurwiony. Teraz urzędnik już fajnego nie dostaje, a panu Heńkowi zrobiło się lżej na duszy, co nie zmienia faktu, że wkurwiony jest nadal, bo jeśli nie chciwa biurwa, to dręczy go sąsiad, który ma ładną żonę. Wiadomo. Ona to kurwa, a on pewnie na nią kradnie.
» Bum!
No i stało się - po długich bojach dołączyliśmy do wesołej rzeszy ludzi z (prawie) własnym EM i trzydziestoletnim garbem kredytu. Oczywiście zamierzamy się garba pozbyć możliwie szybko - nie chcę swojej pięknej małżonki szpecić ową przypadłością, jak i sam również nie jestem entuzjastą noszenia jakiegokolwiek ciężaru dłużej niż jest to absolutnie konieczne. Lois zasłyszała gdzieś opinię, że stres przy załatwianiu spraw związanych z kredytem jest porównywalny ze stresem przy rozwodzie. Jeśli tak jest rzeczywiście, to Kościół Katolicki powinien założyć własne biuro doradztwa kredytowego - być może trwałość małżeństw na świecie gwałtownie by wzrosła. Wprawdzie nie osiwiałem i mój kudłaty łeb dalej jest taki czarny jak był, ale i tak nie mam wątpliwości, że ostatnie miesiące odejmą w przyszłości ZUS-owi wiele wydatków.