Smakołyki i Pyszności prosto z Kółka Gospodyń Wiejskich

Przedstawiamy nasze nowe forum. W dobre pospiechu i pędu za pieniądzem, postanowiliśmy założyć to forum na przekór wszystkiemu i wszystkich. Podajemy wam na tacy tylko najlepsze przepisy z Kółka Gospodyń Wiejskich :)

Nie jesteś zalogowany.

#1 2008-10-14 06:58:07

weayaya14
Member
Zarejestrowany: 2008-09-12
Posty: 65

ÅšLEDZIE BERDYCZOWSKIE


60 dag filetów śledziowych (matiasy
rarytasy warszawskie) 3 jajka ugotowane na twardo 2-3 cebule (najlepiej czerwone) 1 czerstwa kajzerka garść posiekanej zieleniny (natka
pietruszki, szczypiorek, bazylia) ocet winny cukier, pieprz
Bułkę namoczyć w lekko zakwaszonej wodzie, a gdy napęcznieje, odcisnąć i drobno pokruszyć. Cebule i obrane jajka drobno posiekać. Śledzie odsączyć z zalewy, drobno posiekać. Wszystkie składniki dobrze wymieszać, doprawić do smaku cukrem i pieprzem - masa powinna być pikantna. Takie śledzie podajemy w salaterce. Można także wykorzystać je do smarowania tartinek z ciemnego pieczywa, przybierając je listkami zieleniny i plasterkami marynowanej papryki lub marynowanych grzybów.
i j-itjiivwi^j.±v

Offline

 

#2 2008-10-14 08:30:16

lavinia15
Member
Zarejestrowany: 2008-09-26
Posty: 58

Re: ÅšLEDZIE BERDYCZOWSKIE

Nie zrobiło to na mnie zbyt dużego wrażenia

Offline

 

#3 2008-10-14 12:54:29

ling14
Member
Zarejestrowany: 2008-09-12
Posty: 67

Re: ÅšLEDZIE BERDYCZOWSKIE

Bezkonkurencyjne!

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB | Site Map
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

tabletki afibron Szkolenia Nieruchomości Wyposażenie stajni pedagogika reklamowe artykuły lampy mosiężne tłoczenie płyt
» Bo Bona to włoska kurwa była
Lois zwykła w swojej pracy, jako że zasuwa w administracji, otrzymywać bony. Bon w wypadku miejsca, gdzie pracuje moja szanowna małżonka to taka skromna nagroda pocieszenia dla ludzi, którzy mając bardzo wysokie kwalifikacje i umiejętności, zdecydowali się „pro publico bono” tyrać za wynagrodzenie żenująco niskie w stosunku do wymagań. Bon to także ceny punkt naszego domowego budżetu, jako że oboje nie zbijamy raczej kokosów, ale to taka osobista dygresja. Niestety, w tym roku bonów nie będzie. Przywilej ten, jeden z nielicznych które decydują o tym, że posada na państwowym może (z kiepskim rezultatem) w jakikolwiek sposób konkurować z posadą w przedsiębiorstwie prywatnym, został skasowany przez Słońce Peru. A cała sprawa zaczęła się od artykułu w Fakcie, który podniósł, swoim zwyczajem, larum. Nie widziałem wprawdzie rzeczonego artykułu (jako że Faktu do rąk, w obawie przed grzybicą, nie biorę), ale jestem w stanie sobie wyobrazić, jak mniej więcej wyglądał. Oczywiście duża czcionka, zajmująca większą część strony i zdjęcie, zostawiające na sam tekst ledwie parę szpalt. Tytuł głosił zapewne, oskarżycielskim tonem, coś w stylu „Obijają się za nasze pieniądze”. Albo „Biurwy dostają bony na święta”. Albo „Nic nie robią, ale pieniążki kasują”. Do tego parę krzykliwych haseł w typowo faktowej retoryce żądzy mordu i gotowe. Stali czytelnicy „Faktu” to na ogół półanalfabeci i imbecyle. Niestety także półanalfabeci i imbecyle mają swoje uczucia. Do szerokiego wachlarza emocji typowego czytelnika „Faktu” należą głównie takie zjawiska jak zawiść, niezadowolenie, frustracja i ogólne wkurwienie na każdego, komu jest trochę lepiej (wyobrażam sobie, że mieszkańcy bloku w „Dniu Świra” Koterskiego, odmawiający wzruszającą wieczorną modlitwę, byli bez wyjątku czytelnikami tego chujstwa). Nic zatem dziwnego, że tłuszcza została silnie podrażniona wizją pracowników biurowych, którzy nie dość, że woleli się w życiu uczyć niż tłuc kamienie, to jeszcze teraz dostają jakieś „bony”. Niedoczekanie! Jak wiedzą co światlejsi czytelnicy „Faktu”, Bona to była taka kurwa z Włoch, którą przygruchał sobie jeden król. Chodziła, nic jej się nie podobało i nie chciała wpierdalać bigosu z kaszanką. Od tego czasu każdy czytelnik „Faktu” wie, że bony są passe, proletariat mają w dupie i omijają go szerokim łukiem, za to lubią się z yntelygencją, co butem i batem dusi pana Heńka i kolegów, wskutek czego nieszczęśnik zamiast trzech Wojaków Supermocnych na kolację może wypić tylko dwa. To społeczne święte wzburzenie odbiło się jakimś echem na salonach; choć właściwie to nie tyle było echo, co lekki rezonans po pierdnięciu. I pewnie wszystko byłoby w porządku, gdyby nie okazało się, że Słońce Peru bony dla administracji odstrzeliło, gdyż albo lubi się, jako Dobry Wujek Donald, pochylać nad smutkiem głupszej części społeczeństwa, albo prezentuje podobną mentalność. Jest to jakaś realizacja zasad „sprawiedliwości społecznej” – przedtem urzędnik dostawał coś fajnego, a pan Heniek był notorycznie wkurwiony. Teraz urzędnik już fajnego nie dostaje, a panu Heńkowi zrobiło się lżej na duszy, co nie zmienia faktu, że wkurwiony jest nadal, bo jeśli nie chciwa biurwa, to dręczy go sąsiad, który ma ładną żonę. Wiadomo. Ona to kurwa, a on pewnie na nią kradnie.
» Bum!
No i stało się - po długich bojach dołączyliśmy do wesołej rzeszy ludzi z (prawie) własnym EM i trzydziestoletnim garbem kredytu. Oczywiście zamierzamy się garba pozbyć możliwie szybko - nie chcę swojej pięknej małżonki szpecić ową przypadłością, jak i sam również nie jestem entuzjastą noszenia jakiegokolwiek ciężaru dłużej niż jest to absolutnie konieczne. Lois zasłyszała gdzieś opinię, że stres przy załatwianiu spraw związanych z kredytem jest porównywalny ze stresem przy rozwodzie. Jeśli tak jest rzeczywiście, to Kościół Katolicki powinien założyć własne biuro doradztwa kredytowego - być może trwałość małżeństw na świecie gwałtownie by wzrosła. Wprawdzie nie osiwiałem i mój kudłaty łeb dalej jest taki czarny jak był, ale i tak nie mam wątpliwości, że ostatnie miesiące odejmą w przyszłości ZUS-owi wiele wydatków.