Przedstawiamy nasze nowe forum. W dobre pospiechu i pędu za pieniądzem, postanowiliśmy założyć to forum na przekór wszystkiemu i wszystkich. Podajemy wam na tacy tylko najlepsze przepisy z Kółka Gospodyń Wiejskich :)
Nie jesteś zalogowany.
40-50 dag mięsa drobiowego lub
wieprzowego pokrojonego jak na gulasz
50 dag ziemniaków
2 cebule
1 pęczek młodej marchewki
1 zÄ…bek czosnku
sok z cytryny
oliwa, olej lub margaryna
garść posiekanej zieleniny (natka pietruszki, bazylia, tymianek)
warzywna przyprawa typu vegeta
sól, pieprz
Mięso natrzeć sokiem z cytryny i przyprawą warzywną typu vegeta. Zawinąć w folię spożywczą i włożyć do lodówki
przynajmniej na pół godziny. Ziemniaki ugotować w mundurkach, tak aby pozostaÅ‚y jÄ™drne. Lekko ostudzić, obrać i pokroić w dość grube plasterki. Marchewki oczyÅ›cić i wÅ‚ożyć na 3 minuty do wrzÄ…tku, odcedzić i pokroić na plasterki. FormÄ™ do zapiekania natrzeć przeciÄ™tym zÄ…bkiem tÅ‚uszczu, natÅ‚uÅ›cić. Cebule pokroić w kostkÄ™ lub piórka. MiÄ™so obrumienić na tÅ‚uszczu, przeÅ‚ożyć do formy, a na tym samym tÅ‚uszczu zeszklić cebule i wyÅ‚ożyć je na miÄ™so. Na warstwie cebuli uÅ‚ożyć marchewki i przykryć warstwÄ… ziemniaków. KażdÄ… warstwÄ™ posypywać posiekanÄ… zieleninÄ…. Pokropić tÅ‚uszczem i wstawić do nagrzanego piekarnika (180°C) na 20-30 minut.
Offline
Naprawdę bezbłędne!
Offline
WOW!!! To jest to!
Offline
Marnotrawstwo czasu
Offline
| » Poniedziałek, który dał powód, aby go nienawidzić Kurwa mać, nigdy więcej takich dni jak ten. Wszystko zamiast grać - ciągle się komplikuje, zupełnie bezsensownie i bezprzyczynowo. Zamiast iść gładko - idzie jak po grudzie. Zresztą, w takie dni gładko płynie tylko sraczka. Komputery się psują, tramwaje uciekają, tłumy obezwładniają, deszcz przemacza, cenne rzeczy spadają na ziemię, banki robią pod górę, nieudolni ludzie opóźniają pewne sprawy, a i rodzina trosk nie ujmuje z jebanego garba. Wszystko, co mogło dziś pójść nie tak, poszło nie tak. Nic tylko wziąć dubeltówkę i pierdolnąć sobie w łeb, albo chociaż się zalać w trupa. Prawa Murphy'ego w działaniu i to hurtem, kurwa ich mać. Tym soczystym zamknięciem klamry pozwolę sobie zakończyć. | » Wypaść poza lokację Kiedy budzik serwał nas dziś rano, ciężko było mi uwierzyć, podobnie jak i mojej małżonce, że słowo "rano" jest adekwatne do sytuacji, w której się znaleźliśmy, wyrwani z ciepłych objęć kołder i poduszek. Księżyc nadal bił po oczach, wokół było ciemno i choć już niebo zdążyło złapać lekko granatowy odcień, to gdyby nie zegarek, nikt by mi nie wmówił, że to nie środek nocy. To są w istocie straszne poranki, których lepiej nie doświadczać. Mają w sobie coś z przedłużenia koszmarnego snu, który być może się nie śnił, ale który z całą pewnością zaczyna się już w momencie postawienia nóg na podłodze. Wygląda się przez okno i jedyne, co można zobaczyć, to otoczona obwódką tarcza księżyca, sterylnie puste niebo, kanciaste kształty bloków, które rozciągają się w nieskończoność na kolejnych planach i strzępiaste fraktale drzew, wyrastające ze zmrożonego, na wpół wyłysiałego trawnika. Do tego parę drucianych ogrodzeń i parkingi, na których spoczywają bryły pojazdów - równie absurdalnie topornych jak cała reszta otoczenia. Ta toporność sprawia, że w takie poranki świat ma w sobie coś z lokacji w jakiejś starej grze komputerowej - wydaje się, że gdyby osobiście wnikąć w tę kanciastość i zimne tekstury, gdyby wejść pomiędzy te dekoracje, stanełoby się naprzeciw jakiejś dziwnej, wielkiej pustki, która zaczyna się w miejscach ukrytych za załomami budynków, na końcu gwałtownie skręcających korytarzy, za ścianami - czyli wszędzie tam, gdzie dekoracje nie są potrzebne. Oklepany Matrix to przy tym sielanka. |