Smakołyki i Pyszności prosto z Kółka Gospodyń Wiejskich

Przedstawiamy nasze nowe forum. W dobre pospiechu i pędu za pieniądzem, postanowiliśmy założyć to forum na przekór wszystkiemu i wszystkich. Podajemy wam na tacy tylko najlepsze przepisy z Kółka Gospodyń Wiejskich :)

Nie jesteś zalogowany.

#1 2008-10-13 22:11:39

amarante
Member
Zarejestrowany: 2008-09-21
Posty: 69

CYKORIA PO HRABIOWSKU


4 główki cykorii
garść rodzynek namoczonych w brandy
garść wyłuskanych włoskich orzechów sok z cytryny łub kwaśnej pomarańczy majonez
Z cykorii wyciąć gorzkie nasady, pokroić w poprzek, skropić sokiem z cytryny. Orzechy posiekać, rodzynki odsączyć, dodać do cykorii i dobrze wymieszać Doprawić majonezem.

Offline

 

#2 2008-10-14 01:44:58

lizuca
Member
Zarejestrowany: 2008-10-07
Posty: 79

Re: CYKORIA PO HRABIOWSKU

Pierwszorzędny motyw!

Offline

 

#3 2008-10-14 02:54:43

misrak
Member
Zarejestrowany: 2008-10-08
Posty: 59

Re: CYKORIA PO HRABIOWSKU

Dla mnie bomba!

Offline

 

#4 2008-10-14 03:45:06

ulla91
Member
Zarejestrowany: 2008-09-23
Posty: 74

Re: CYKORIA PO HRABIOWSKU

Specyficzne, rozpoznawalne, świetne!

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB | Site Map
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson

tabletki zelixa Rynek Pierwotny Warszawa herbata czerwona Czekoladki Żaluzje drewniane Psychoterapeuta Poznań Balustrady nierdzewne
» Poniedziałek, który dał powód, aby go nienawidzić
Kurwa mać, nigdy więcej takich dni jak ten. Wszystko zamiast grać - ciągle się komplikuje, zupełnie bezsensownie i bezprzyczynowo. Zamiast iść gładko - idzie jak po grudzie. Zresztą, w takie dni gładko płynie tylko sraczka. Komputery się psują, tramwaje uciekają, tłumy obezwładniają, deszcz przemacza, cenne rzeczy spadają na ziemię, banki robią pod górę, nieudolni ludzie opóźniają pewne sprawy, a i rodzina trosk nie ujmuje z jebanego garba. Wszystko, co mogło dziś pójść nie tak, poszło nie tak. Nic tylko wziąć dubeltówkę i pierdolnąć sobie w łeb, albo chociaż się zalać w trupa. Prawa Murphy'ego w działaniu i to hurtem, kurwa ich mać. Tym soczystym zamknięciem klamry pozwolę sobie zakończyć.
» Wypaść poza lokację
Kiedy budzik serwał nas dziś rano, ciężko było mi uwierzyć, podobnie jak i mojej małżonce, że słowo "rano" jest adekwatne do sytuacji, w której się znaleźliśmy, wyrwani z ciepłych objęć kołder i poduszek. Księżyc nadal bił po oczach, wokół było ciemno i choć już niebo zdążyło złapać lekko granatowy odcień, to gdyby nie zegarek, nikt by mi nie wmówił, że to nie środek nocy. To są w istocie straszne poranki, których lepiej nie doświadczać. Mają w sobie coś z przedłużenia koszmarnego snu, który być może się nie śnił, ale który z całą pewnością zaczyna się już w momencie postawienia nóg na podłodze. Wygląda się przez okno i jedyne, co można zobaczyć, to otoczona obwódką tarcza księżyca, sterylnie puste niebo, kanciaste kształty bloków, które rozciągają się w nieskończoność na kolejnych planach i strzępiaste fraktale drzew, wyrastające ze zmrożonego, na wpół wyłysiałego trawnika. Do tego parę drucianych ogrodzeń i parkingi, na których spoczywają bryły pojazdów - równie absurdalnie topornych jak cała reszta otoczenia. Ta toporność sprawia, że w takie poranki świat ma w sobie coś z lokacji w jakiejś starej grze komputerowej - wydaje się, że gdyby osobiście wnikąć w tę kanciastość i zimne tekstury, gdyby wejść pomiędzy te dekoracje, stanełoby się naprzeciw jakiejś dziwnej, wielkiej pustki, która zaczyna się w miejscach ukrytych za załomami budynków, na końcu gwałtownie skręcających korytarzy, za ścianami - czyli wszędzie tam, gdzie dekoracje nie są potrzebne. Oklepany Matrix to przy tym sielanka.